Sonda
- Jesteś tutaj
- Strona główna
- Bioterapia w praktyce
Gwiazdy mówią
Przypadkowo wpadł mu w ręce tygodnik „Gwiazdy Mówią”.
Otworzył gazetę na pierwszej lepszej stronie i zobaczył zdjęcie Zdzisława Markowskiego. Wiem, że ten człowiek mi pomoże, zadzwonię do niego, powiedział na głos do swojej żony Wandy. Spróbuj, u tylu już byłeś...
Emerytowany, 68 letni Mieczysław Kuciński od 1981 roku borykał się z kamica nerkową w obu nerkach. Ostatnia operacja odbyła się w 2000 roku, w listopadzie, był operowany na nerkę prawą. W trzy miesiące po operacji na tej samej nerce pokazał się kamień wielkości 5 mm , a na lewej nerce wykryto ślady nowych kamieni.
Kolejny raz dał się pokonać chorobie. Zmęczony i wystraszony wieloletnimi kuracjami, badaniami i zabiegami stanął przed perspektywą następnych dwóch operacji bez żadnej gwarancji na poprawę. Termin operacji się zbliżał, a Pan Mieczysław był coraz bardziej załamany. Już wcześniej próbował leczyć się przy pomocy medycyny naturalnej, ale wizyty u bioterapeutów poleconych przez znajomych nie dawały rezultatów. I kiedy już właściwie zrezygnował, wpadł mu przypadkowo do ręki numer tygodnika „Gwiazdy Mówią”. Tam właśnie znalazł artykuł o jego przyszłym uzdrowicielu, Zdzisławie Markowskim,.
-Spróbuje Panu pomóc- obiecał Pan Markowski w czasie pierwszej wizyty, proszę jednak o współpracę i odrobinę zaufania. Cudu nie obiecuję. Od tego dnia zaczęła się ich wspólna walka o zdrowie Mieczysław Kuciński starał się ściśle stosować do zaleceń bioenergoterapeuty. Nie odstawił dotychczasowych leków, ale prócz nich zażywał przypisane przez Pana Markowskiego zioła. Głęboko wierzył w swoje uzdrowienie. I nie pomylił się. Po pewnym czasie wyraźnie poczuł się lepiej. Przed operacja na polecenie urologa zrobił prześwietlenie jamy brzusznej. Ku jego zaskoczeniu zdjęcie nie wykazało obecności kamienia w nerce.
Lekarz prowadzący oświadczył, że nie jest to efekt nagłego uzdrowienia, ale objaw tak zwanej kamicy cieniującej. W takim przypadku kamieni zalegających w nerkach nie widać na zdjęciach tym razem Pan Mieczysław nie przejął się i zawierzył przede wszystkim swemu dobremu samopoczuciu.
By sprawdzić diagnozę prowadzącego lekarza skonsultował się w czasie prywatnych wizyt z innymi urologami. Oświadczyli oni, że jest zupełnie zdrowy. Nie była potrzeba żadna operacja. Minęło pół roku i Pan Mieczysław czuje się bardzo dobrze , a raz w miesiącu w ramach profilaktyki o odwiedza swojego bioenergoterapeutę by doładować się energetycznie.
Pan Mieczysław jest skromnym, miłym człowiekiem, który całe życie ciężko pracował w jednym zakładzie pracy, w FSO na Żeraniu. Swoją historię zadziwiającego wyzdrowienia opatrzona lekarską dokumentacja pozwolił opublikować , by przekazać ludziom swoiste przesłanie.
Chciałby, by na jego przykładzie ludzie zrozumieli podstawowa prawdę po której często zapominają. Zawsze, nawet w najbardziej skomplikowanych przypadkach trzeba mieć nadzieję na wyzdrowienie i otworzyć się na każda ewentualność bowiem nigdy nie wiadomo skąd przyjdzie pomoc.
Izabela Dajwłowska









