Sonda
- Jesteś tutaj
- Strona główna
- Bioterapia w praktyce
Uzdrowiciele
Zdzisław Markowski od lat zajmuje się radiestezją i bioenergoterapią . Wielu ludziom przywrócił zdrowie i radość życia.
Od co najmniej 10 lat ma jednak najwięcej pracy o tej porze roku.
Dlaczego? Bo potrafi sprawić, że uczniowie, studenci czy dorośli,
którzy pracują bardzo intensywnie umysłowo, mimo zmęczenia,
lepiej się koncentrują i przyswajają
materiał przed egzaminami. Równocześnie idą na klasówkę, testy,
egzaminy bez lęku i zdenerwowania.
- Chorowałam sporo przed maturą. Na pozór banalna grypa
spowodowała wiele komplikacji. Denerwowałam się, że zawalę rok.
Poza tym byłam ciągle osłabiona, apatyczna, niemrawa.
Najwięcej jednak problemów miałam z koncentracją.
Po kilkunastu minutach siedzenia nad książką czułam się zmęczona.
Materiał zadany do nauczenia wymykał mi się. Zapominałam to, co przed chwilą przeczytałam. Nie obejmowałam całości zagadnienia. I wtedy poskarżyłam się mojej sąsiadce, a ona wyznała, że sama miała podobne problemy przed obroną pracy magisterskiej. Ponieważ pracowała i studiowała, było jej bardzo ciężko. Na dodatek miała kłopoty z nerkami. Ktoś polecił jej dobrego bioterapeutę. I tak trafiła do pana Zdzisława Markowskiego. Zauważył, że jest bardzo przemęczona, zestresowana.
W czasie rozmowy opowiedziała mu o swoich problemach z przygotowywaniem się do egzaminu magisterskiego. Wtedy oznajmił: popracujemy i zda pani bez problemów na 4. Rzeczywiście już po pierwszym zabiegu bioterapeutycznym była spokojniejsza i szybciej zapamiętywała. Po trzech spotkaniach z terapeutą miała jasno w głowie, potrafiła się błyskawicznie koncentrować i bez problemów przygotowała się do obrony pracy. Rzeczywiście zdała na cztery.
To sprawiło, że wzięłam od niej telefon do pana Markowskiego. Po kilku spotkaniach okazało się, że minęły mi pogrypowe kłopoty z sercem oraz problemy z koncentracją i zapamiętywaniem. To było aż trudne do uwierzenia. Moi rodzice najbardziej cieszyli się z wyników badań lekarskich, gdyż w skrytości ducha pogodzili się, że maturę będę zdawać za rok. Zrobiłam im niespodziankę. Mojej wychowawczyni też. Teraz kończę II rok psychologii mówi Marzena R. i zawsze przed sesją wpadam do pana Zdzisława. To mnie stymuluje i uwalnia od przedegzaminacyjnej dygotki. Zresztą jak pani widzi, nie czekam tu sama. Są ze mną koleżanki, które przekonały się do tych niezwykłych umiejętności terapeuty.
Nie zdarzyło się, aby któryś z moich podopiecznych czy to uczniów czy studentów zepsuł mi opinię uśmiecha się mój rozmówca. Wszyscy zdali. W dodatku na oceny, jakie przewidziałem. Przychodzą do mnie dorośli, którzy pracują bardzo intensywnie umysłowo, studenci, uczniowie, rodzice z małymi dziećmi, które są rozkojarzone. Jedni drugim przekazują informacje. Pomogłem komuś, to on wysyła do mnie swoich znajomych czy bliskich. Tak jest również w przypadku poważnych schorzeń. Często osoby, które do mnie trafiają np. z niedomaganiami układu krążenia, chorobami dróg moczowych czy innymi, najpierw się irytują, kiedy proszę o wykonanie badań i pozostanie pod kontrolą lekarską, a potem mi dziękują. Ja nie jestem cudotwórcą, tylko porządkuję energię w organizmie chorego, oczyszczam go i stymuluję tak, by jak najszybciej zaczął się proces samoregulacji.
Czy nie jest pan zbyt skromny nie daję za wygraną.
Od cudotwórców aż się roi dookoła mówi spokojnie Zdzisław Markowski. Ja mam wykształcenie techniczne. To ono właśnie zaprowadziło mnie do radiestezji, a potem na kursy bioterapii. Przez wiele lat terminowałem, podpatrywałem moich nauczycieli i nadal się uczę. Od moich podopiecznych i od moich mistrzów. Poznaję nowe dziedziny terapii naturalnych. To nie pozwala mi popadać w rutynę. Owszem, cieszę się i tego nie ukrywam, kiedy okazuje się, że dziecko czekające na operację serca, po moich zabiegach nie tylko odzyskało odporność, ale nie ma już dziury w sercu. Lekarze najpierw byli zaskoczeni, a potem stwierdzili, że czasem się to zdarza samoistnie. To nieważne. Najistotniejsze, że dziecko jest zdrowe, pogodne i radosne.
Dotarłam do matki Pawełka.
Synek był pod opieką Centrum Zdrowia Dziecka. Miał skierowanie na operację, ale z powodu małej odporności i ciągłych infekcji była ona odkładana. Znajomi polecili mi pana Markowskiego, bo pomógł ich córeczce. Po kilku wizytach okazało się, że nie tylko wzrosła odporność, ale i serduszko Pawełka jest w porządku. Oczywiście, że to wszystko zasługa pana Markowskiego. Nic się samo nie stało. Kiedy ja nie mogłam zawieźć Pawełka, to bioterapeuta do nas przyjeżdżał.
Nie wiem, jak wyrazić mu swoją wdzięczność mówi powstrzymując łzy. Często się zdarza, że ktoś przychodzi, tak jak pani Maria ze spuchniętym kolanem, a przy okazji Zdzisław Markowski naprawiał coś dodatkowo. Jak się okazało, starsza pani miała kłopoty z trzymaniem moczu. Po trzech wizytach u bioterapeuty, nie tylko kolano wróciło do normy, ale skończyły się kilkuletnie problemy z moczem.
Chociaż trudno jest zdobywać poświadczenia medyczne, wdzięczni podopieczni przynoszą je bioterapeucie. No bo jakże nie przynieść kiedy czarno na białym stoi, że najpierw miałem złóg w rzucie prawej nerki o średnicy 10 mm, a po kilku wizytach u pana Zdzisława, po badaniu w tym samym szpitalu piszą, o proszę przeczytać mówi starszy mężczyzna: Na zdjęciu przeglądowym jamy brzusznej nie stwierdzam cieni złogów w rzucie dróg moczowych. Kształt, wielkość i położenie nerek prawidłowe.
Odpływ moczu do pęcherza swobodny. Pieczątka i podpis identyczny jak na wynikach badań sprzed trzech miesięcy.
Dodatkowo unormowało mi się ciśnienie i nie odczuwam żadnych dolegliwości serca cieszy się pan Henryk, który przyszedł do bioterapeuty tylko po to, by podzielić się z nim swoją radością, podziękować mu i zostawić kserokopie badań.
Zdzisław Markowski wspomaga również swoją energią chorych przebywających setki czy tysiące kilometrów od niego. Niedawno zadzwoniła do niego babka 16-latka, który trafił do szpitala z podejrzeniem zapalenia wyrostka robaczkowego. Wysoka temperatura. Ból. Chłopca zoperowano i po 3 dniach odesłano do domu. Wieczorem stracił przytomność. Znów trafił do szpitala. Zrozpaczona babka zadzwoniła ze Szwajcarii i poprosiła o ratunek. Podała imię, nazwisko, datę urodzenia chłopca. Przez 15 minut bioterapeuta przekazywał energię.
Po godzinie telefon ze Szwajcarii: chłopiec odzyskał przytomność. Było jeszcze kilka przekazów wzmacniających i ugruntowujących. Niebawem chłopiec wrócił do domu. Okazało się, że to była grypa jelitowa i chłopca zupełnie niepotrzebnie operowano. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze.
Zdzisław Markowski ma również pozytywne efekty w przypadku schorzeń ginekologicznych i neurologicznych. W jego dokumentacji są podziękowania i potwierdzenia medyczne. Od paru dni urywają się telefony od matek ośmioklasistów i maturzystów. Proszą o wizyty bezpośrednie i działanie na odległość.
No cóż, niedługo zakwitną kasztany...
Zdzisław Wiktor Markowski przyjmuje w Warszawie,tel. kom. 601 242 806










